![]() |
border="0" alt=""> |
Konsultacja siatkówczaka w Londynie
Dla mnie tak. Pomimo tego, że usłyszałem w Londynie potwierdzenie diagnozy warszawskiej. To było ważne, teraz wiem co robić dalej, jak leczyć dziecko. I co ważniejsze gdzie. Od dr Hungerforda usłyszałem słowa: „Wracajcie do Warszawy, do Centrum Zdrowia Dziecka. Tam pracują dobrzy lekarze. To moi przyjaciele. Macie duże szanse, żeby Tomek normalnie żył."
Wątpliwości będą zawsze. Czy nie straciłem szansy danej mi dla dziecka? Przecież w tym czasie mogło wszystko się rozsiać po organizmie. Czy nie zmarnowałem środków, które kiedyś będą potrzebne w dalszym leczeniu? Przecież walka o normalne życie nigdy się nie kończy. Odpowiedzi nie ma. Są hipotezy.
Całość od pierwszego maila do Londynu do przyjazdu trwało 5 tygodni, z tym że można to skrócić do trzech. Moje dziecko w tym czasie brało chemię. Chcieliśmy zdążyć z uzyskaniem jednoznacznej diagnozy przed nieodwracalną częścią leczenia - enukleacją. Udało się. Teraz wiemy, że to co nieodwracalne jest konieczne. Teraz wiemy, że jesteśmy w rękach najlepszych specjalistów. To jest mocna hipoteza.
Wielkie podziękowania dla Pani Ani Witarzewskiej, która to wszystko zorganizowała, a miała tylko telefon, dla Pani Krysi Wilkinson, za zorganizowanie wszystkiego w Londynie, dla Pana Michała Mazurka - konsula RP w Wielkiej Brytanii za opiekę i pomoc, dla jego pracowników Pana Włodka Bątruka i Oli Kamińskiej za pomoc, słowa i okazane serce,
and at last but not a last - dla Pana Adama Malchonne de la Roche za klasę, którą wyznacza sam dla reszty świata.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
